5 największych koszmarków ankietera telefonicznego

Nie jest tajemnicą, że poza pracą w „gastro” miałam też kilkumiesięczną przygodę na stanowisku ankietera telefonicznego (CATI). Pomimo, że była to praca zdecydowanie bardziej związana z badaniami rynku, którymi zajmuję się aktualnie, to nie da się ukryć, że sama w sobie jest bardzo specyficzna i całkowicie różni się od innych. Postanowiłam przygotować listę pięciu największych (moim zdaniem) koszmarków ankietera.

1. Dzwonienie w trakcie ważnych wydarzeń sportowych

Nie dość, że wszyscy odbierający telefon są zdenerwowani, to sam ankieter często sam bardzo chciałby oglądać dany mecz.. Tak, wiem, że niepotrzebnie zapisał się na taką, a nie inną zmianę. Jednak nie zawsze w stu procentach da się dopasować swój grafik. W końcu ktoś w tym czasie musi pracować… Tak czy inaczej, z każdym kolejnym telefonem słychać doping, komentatorów i coraz bardziej zdenerwowanych respondentów. Nic przyjemnego.

2. Ludzie, którzy opowiadają o całym swoim życiu

Ankietera traktują jak spowiednika. To głównie starsze osoby, do których jak widać praktycznie nikt nie dzwoni. Jeśli już słyszą telefon, cieszą się, że mogą z kimś porozmawiać, korzystają więc z okazji. Szkoda, że zazwyczaj nie da się z nimi poprawnie przeprowadzić ankiety, a to skutkuje stratą pieniężną. Z drugiej strony takie rozmowy czasami naprawdę poruszają i żal brutalnie je przerywać.

3. Chamy i prostaki

Typy, które zdarzają się w każdej pracy związanej z kontaktem z ludźmi. Jednak w tym przypadku tacy ludzie czują się zupełnie bezkarni. Potrafią ubliżać ankieterowi, tylko dlatego, że taka jest jego praca. Rozumiem, że czasami można mieć gorszy dzień, lub mieć dość dzwoniących ankieterów/telemarketerów. Wtedy jednak wystarczy grzecznie poprosić o wpisanie na tak zwaną listę Robinsona. Naprawdę, nie trzeba zrównać z ziemią drugiej osoby. Nie ma ona wpływu na to do kogo dzwoni i z jaką ankietą.

4. Utożsamianie ankietera z telemarketerem

To zdarza się bardzo często. Jednak jeśli na wstępie ankieterowi uda się odeprzeć zarzuty, jakoby chciał coś sprzedać, to istnieje duża szansa na powodzenie i doprowadzenie ankiety do końca.

5. Ludzie, którzy rozłączają się przed ostatnim pytaniem

Niekiedy ankiety faktycznie są długie i potrafią wymęczyć i ankietera i respondenta. Szczególnie, że osoba po drugiej stronie słuchawki realnie nic z tego nie ma. Jednak jeśli już zgodziliśmy się na udzielenie wywiadu i nie przerwaliśmy go na początku, to postarajmy się zrobić tę przyjemność ankieterowi i wytrzymać do końca.

Bycie ankieterem to po prostu praca. Ludzie robią to, by zarabiać, najczęściej dorywczo. Nie utrudniajmy im tego, a jeśli naprawdę mamy dość tego typu telefonów to po prostu poprośmy o wpisanie naszego numeru na wspomnianą wcześniej listę Robinsona. Bądźmy ludźmi i pamiętajmy, że ankieter nie jest bezmyślną maszyną i też ma uczucia.

Liczba komentarzy: 10 Dodaj komentarz

  1. Roman Sidło napisał(a):

    Ciekawy tekst 🙂 moja narzeczona pracowała kiedyś w call center i jej opowieści w większości pokrywają się z punktami niniejszego tekstu. Przyjemnie się czytało, pozdrawiam ciepło.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Dziękuję bardzo 🙂 sporo osób miało taki epizod w życiu, niestety jeśli ktoś nie był po drugiej stronie to raczej nie zrozumie jak to jest 🙂

  2. Ewelina napisał(a):

    bardzo ciekawy tekst 🙂 podczas pracy, która opiera się na kontakcie z drugim człowiekiem na prawdę można spotkać ciekawe przypadki 🙂 masz rację, chamy i prostaki są wszędzie 🙂 zawsze staram się być miła dla ankieterów, czy nawet dla telemarketerów. Wiem, że to człowiek i jego praca i nie ma sensu się wyżywać 🙂
    pozdrawiam

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Tak jest:)

      Pozdrawiam również! 🙂

  3. Różowy Flaming napisał(a):

    Teraz pytanie – bo Ty zapewne pracowałaś w miejscu gdzie dane były potrzebne do jakichś badań statystycznych, ok – powiedzmy, że taka wzniosła i „uczciwa” forma. Połowa ankieterów, którzy dzwonią do mnie mówią na wejściu, że oni nic nie chcą sprzedać. Nic a nic! Ankieta, a ankieta często bardzo różni się od siebie. Sama pamiętam jak swojego czasu do mojej babci zadzwonił ankieter, prosząc o kilka odpowiedzi na krótkie pytania ankietowe. M.in. takie:
    – ile osób liczy pani gospodarstwo?
    – jak często pani korzysta z telefonu?
    Babcia odpowiedziała, że mieszka sama i że zdarza jej się dzwonić, ale głównie używa komórki, a nie stacjonarnego.
    Puk, puk! Kolejnego dnia już u jej drzwi zjawił się młody chłopak, który przedstawił propozycję nie do odrzucenia – na niższy abonament ever, „bo przecież pani nie dzwoni zbyt wiele, to po co tyle płacić”. Dobrze, że z babcią mieszkała wówczas kuzynka i przegoniła kolesia podszywającego się pod inną telefonię z której de facto był. Babcia skojarzyła fakty „ankiety” i – powiedzmy wprost – nie chęci sprzedaży, a wciśnięcia kitu. Co teraz robi? Nie rozmawia z ankieterami w ogóle. No i dobrze robi.
    Kwestia druga – skąd ankieterzy mają dane osobowe. I tutaj poruszamy kwestie sumień ludzkich.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Co do pierwszego punktu – nie mogła to być żadna osoba z ośrodka badawczego – znam temat i wiem, że takich praktyk się po prostu nie stosuje. Są więc dwa rozwiązania – albo te dwie sytuacje nie miały ze sobą nic wspólnego, a być może był to zwykły podszywacz pod agencję badawczą, a niestety jest ich zapewne całkiem sporo i polują na ludzi starszych.

      Pytania, które wymieniłaś są standardowe, wielkość miejscowości, gospodarstwa domowego, wiek, płeć, zawód, są to dane do celów statystycznych. Absolutnie nie są one wykorzystywane do czegokolwiek więcej (oczywiście mówię o prawdziwych ośrodkach badawczych).

      Ankieterzy nie posiadają też danych osobowych, chyba, że badanie jest przeprowadzane wśród osób, które należą do specyficznej grupy i wyraziły zgodę na telefon i udział w badaniu – na przykład osoby, które korzystały z jakichś konkretnych usług.

      Niestety ankieterzy wciąż myleni są z nieuczciwymi przedstawicielami firm-krzaków i to, z czym spotkała się Twoja babcia jest jednym z tych działań, które zupełnie niesłusznie zrażają ludzi do uczciwych ośrodków badawczych.

  4. Jakub Wylegała napisał(a):

    Podziwiam cierpliwość dla tego typu pracy. Ja bym tak chyba nie mógł, na pewno jednak potrafi być to niewątpliwie ciekawe zajęcie. Bardzo fajnie się czytało, uwielbiam takie historie, chętnie będę tu zaglądał 🙂

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      W zasadzie to cierpliwości nie miałam zbyt wiele, bo już po dwóch miesiącach się wyczerpała, a łącznie pracowałam siedem, oczywiście tylko trzy razy w tygodniu. Żeby pracować dłuższy czas „na słuchawkach” faktycznie trzeba mieć pewne predyspozycje, których ja nie posiadam 😀

  5. Maćko napisał(a):

    Wielu zapomina że po tej drugiej stronie słuchawki też jest człowiek, któremu nadal należy się szacunek bez względu na to, czy życzymy sobie telefony od ankieterów czy też nie 🙁

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Dokładnie, zazwyczaj ten drugi człowiek też nie kocha tej roboty, ale jest to coś przejściowego, by po prostu sobie dorobić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *