„50 twarzy Greya” to dno? Niekoniecznie.

Do kin wchodzi właśnie druga część słynnego „Greya”. Walentynki, czerwone serduszka, komercja, zarabianie kasy, kasy i jeszcze raz kasy. Znów tandetny film, kompletne dno dla niezbyt rozgarniętych odbiorców. Osoby, które film widziały, mogą oczywiście tak uważać. Jednak jest też duża grupa tych, którzy filmu nie widzieli, a i tak mają o nim jak najgorszą opinię. Sprawdźmy więc, czy słusznie.

Wprost uwielbiam sytuacje, w których osoby, które nigdy nie widziały filmu/ nie czytały książki wypowiadają się negatywnie na ich temat. Sama również czasem się na tym łapię. Tak było i w tym przypadku. „50 twarzy Greya” uważałam za dno, film, który zupełnie do mnie nie pasuje, został zrobiony jedynie dla kasy, a kolejne negatywne komentarze moich znajomych, którzy wrócili z seansu, skutecznie upewniały mnie w tej opinii. W końcu kilka dni temu postanowiłam obejrzeć osławiony już w zeszłym roku film „50 twarzy Greya”, ażeby samodzielnie, raz na zawsze wyrobić sobie na jego temat własną opinię. Po książkę póki co nie sięgałam. Oto, jakie mam przemyślenia PO OBEJRZENIU, a nie przed.

Po pierwsze, film faktycznie jest zrobiony dla kasy i to ewidentnie widać już od pierwszych scen. W zasadzie cały początek można przespać i nic na tym nie stracić. Gra aktorów i sztuczność ich światów również pozostawiała wiele do życzenia, stąd stopniowo czułam coraz większe zażenowanie. Masa efektów zamiast wciągnąć mnie, raczej rozśmieszała i gdzieś koło połowy czułam, że film jest pusty jak słoik i nie spodziewałam się poczuć już niczego poza rozbawieniem, zażenowaniem i nudą.

Ale jednak pod koniec coś się zmieniło. W filmie nie zmieniła się niestety stylistyka i klimat. A jednak udało mi się dostrzec w nim coś, czego się nie spodziewałam. Coś, co sprawiło, że postanowiłam obejrzeć raz jeszcze, tym razem pod nieco innym kątem. Wyobrażając sobie, że to co widzę jest przedstawione w zupełnie inny sposób. Bo przecież sama historia słynnego Greya ma w sobie coś głębszego. Mężczyzna, który pod wpływem niezwykle trudnych doświadczeń z dzieciństwa, pomimo, że w sensie materialnym ma wszystko, nie potrafi stworzyć „normalnego” związku. Jego dość specyficzne (choć też bez przesady – pokazane zostało raczej niewiele, nie wiem jak w książce) upodobania seksualne odzwierciedlają to, czego doświadczył w dzieciństwie.

Zastanawiam się w jakim kierunku poszła książka, na podstawie której powstał film. Czytałam, że zdecydowanie głębiej wchodzi w sferę psychiki bohatera i szczerze mówiąc, nie wykluczam, że wkrótce po nią sięgnę.

Wracając do filmu. Marzy mi się, by fabuła przedstawiona została w klimacie podobnym do „Musimy porozmawiać o Kevinie” , albo w stylu filmów Larsa von Triera. Jestem pewna, że potencjał zostałby wykorzystany, a film mógłby być nawet bardzo dobry. Tyle, że nie zarobiłby tyle pieniędzy. Psychodeliczny, mroczny, dziwny, bardziej brudny obraz raczej nie pasowałby do klimatu walentynek. Z drugiej strony mam wrażenie, że coraz więcej osób poszukuje alternatywy, a przesyt ckliwych komedii romantycznych zrobionych na jedno kopyto, powoli przestaje interesować nawet tych, którzy kiedyś ochoczo chodzili na tego typu seanse. Stąd być może film odniósłby jednak i komercyjny sukces.

Podsumowując, sam film jako całość faktycznie jest dość tandetny, zrobiony jedynie po to, by zarabiać pieniądze, a jego stylistyka jest daleka od tego, co w filmach mnie pociąga. Jednak sama historia głównego bohatera ma potencjał, który można by wykorzystać w drugiej wersji filmu, bardziej mrocznej i po prostu „ryjącej psychikę”. Czekam więc na drugą, inną wersję (nie drugą część) słynnego Greya, która może naprawdę spełnić moje oczekiwania.

Liczba komentarzy: 16 Dodaj komentarz

  1. Olka napisał(a):

    Czytałam wszystkie części 50 twarzy Greya i przez wszystkie książki zastanawiałam się, dlaczego ta grafomania zrobiła aż taką karierę na całym świecie. Ani opisy erotyczne nie były jakieś mocno elektryzujące, a sama historia przypominała mi „Zmierzch”, tylko w wersji dla dorosłych. Przy pierwszej filmowej adaptacji wynudziłam się jak mops, łącznie z tym, że na czas filmu wyszłam na chwilę z domu do sklepu, a jak wróciłam dalej nic się nie działo. Także dla mnie 50 twarzy.. to strata czasu.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Ja nie czytałam, ale być może sięgnę po książkę w przyszłości 😉

  2. Natasha napisał(a):

    Przeczytałam zarówno książki jak i obejrzałam pierwszą część filmu. Drugą część też mam w planach obejrzeć z czystej ciekawości. Zgadzam się z Tobą, że sama historia ma potencjał, który może ktoś kiedyś wykorzysta w odpowiedni sposób.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Oby tak się stało… 🙂

  3. Daria napisał(a):

    Nie lubię Greya, czytałam całą trylogię, nie trafiła do mnie. Zastanawia mnie jednak, dlaczego ludzie uparcie widzą w tej serii jedynie kiepską erotykę i żenujące sceny z Aną w roli głównej? Przecież ta historia to coś więcej – chociażby opowieść o skrzywdzonym w dzieciństwie facecie. Zgoda, nadal jest to kiepsko napisana saga, ale zdecydowanie ma w sobie coś głębszego.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Dokładnie tak i to właśnie chciałam przekazać tym tekstem! W tej historii naprawdę jest ogromny potencjał do zrobienia naprawdę dobrego filmu, ale trzeba by zacząć od początku, zapominając o filmie, który już powstał 😉

  4. Doviko napisał(a):

    Zgadzamy się w jednym- historia bohatera ma potencjał. Gdyby tylko ktoś skupił się własnie na wpływającej przeszłości oraz psychice Greya film mógłby być dobry, a nawet w pewien sposób pouczający. Tymczasem – tak jak powiedziałaś – film jest tandetny, a książka okraszona niezwykle złym stylem pisania, ciągłymi powtórzeniami i zwyczajnie niekonsekwentną oraz głupią bohaterką. Jest to zmarnowany potencjał, bo punkt wyjścia mógłby stanowić niezwykle dobry materiał na twór o psychice czy wpływie dzieciństwa na dorosłość; tymczasem jest to gniot z słabą grą aktorską i … brakiem fabuły.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Dokładnie tak, ja naprawdę znając już samą historię z filmu, który powstał (książki nie czytałam)i podchodząc do tego od strony psychiki bohatera, widzę świetny film oczami wyobraźni!

  5. Itinerantur napisał(a):

    Film mi się średnio podobał. Nie oddawał portretów psychologicznych bohaterów, które można było dostrzec w książkach. Przeczytałam wszystkie części. Było ok, ale prawda jest taka, że według mnie autorka dużo rzeczy ściągnęła od Meyer i to nią była zainspirowana przy tworzeniu serii. Przełożyła fantastykę na życie codzienne i dodała trochę pikanterii.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Niestety póki co na temat książki nie mogę się wypowiedzieć, bo zwyczajnie jej nie czytałam, ale opinie generalnie nie są najlepsze. Co do filmu, to za bardzo skupiał się na formie, komercyjnych efektach, przez co na portrety psychologiczne, których ukazanie w tej historii wydaje się najważniejsze, nie było już miejsca. A szkoda.

  6. W wakacje obejrzałam pierwszą część filmu i stwierdziłam, że nie do końca rozumiem o co chodzi. W związku z tym postanowiłam zamówić książkę, ponieważ podejrzewałam, że scenarzysta po prostu musiał nieźle całą historię skrócić, żeby zmieścić się w dwóch godzinach. Trochę się nasłuchałam o fatalnym tłumaczeniu, więc zamówiłam angielską wersję. Książka jest napisana dość prostym językiem. Moim zdaniem autorka jest amatorką i od strony technicznej książka jest słabo skonstruowana. Jednak sama historia wciąga i masz rację, że coś jest w tej historii, co wciąga i przykuwa uwagę. Myślę, że autorka trochę wzorowała się na klasycznych angielskich powieściach XIX w., a sam Grey jest wzorowany na bohaterze bajronicznym – studiowałam filologie angielską ze specjalizacją w literaturze, dlatego wiem;). Przypomina trochę Heathclifa z Wichrowych Wzgórz, czy zepsutego do szpiku kości Doriana Graya:). A film, to myślę, że to jest trochę taki kopciuszek z XXI wieku. Jakie czasy, taki kopciuszek;). Drugą część książki też przeczytała, drugą część filmu zobaczyłam. Powiem tylko tyle, że na wakacje do poczytania na plaży na pewno zamówię sobie trzecią część, a jak nakręcą, to tez pójdę zobaczyć.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Właśnie, w tej historii jest coś, co przyciąga i ma naprawdę duży potencjał 😉 Nie czytałam książki, ale z tego co słyszę, to jest gorsza aniżeli film..

  7. Hamak Life napisał(a):

    Dokładnie tak uważam! Tj. świetny komercyjnie zmarnowany potencjał. Może ktoś wpadnie na to, żeby pokazać tę historię od strony głębi psychologicznej a nie koszącego kasę blichtru? Nie widziałam filmu (książka jest źle napisana i nie da się jej czytać), ale opowieść, która za tym stoi jest bardzo nośnym symbolem współczesnej kultury. Von Trier zrobiły z tego zwalający z nóg obrzydliwy thriller psychologiczny ( w sumie zrobił już „Nimfomankę”, czyli poniekąd to samo z odwrotnej perspektywy) albo gdyby wziął to na ruszt Polański? „Bitter Moon” mi się przypomniał. Oglądałaś „Nad morzem”? Pisałam o tym filmie pod pretekstem francuskich wakacji z koszmaru http://www.hamaklife.com/europa/francja/piekni-panstwo-pitt-nad-morzem/ Myślę, że by Ci się podobał 🙂

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Cieszę się, że też to tak widzisz 😉 Dokładnie, von Trier lubi takie tematy, także marzy mi się historia Greya w jego wykonaniu 😉 Nie oglądałam filmu, o którym piszesz, chyba muszę to czym prędzej nadrobić 🙂

  8. TakaJa~CzarnaKretka napisał(a):

    Heh ja właśnie w przypadku Greya należę do tej grupy osób o których piszesz😉 Nie czytałam książki, nie oglądałam filmu i nawet z ciekawości mnie nie ciągnie. No i nie rozumiem fenomenu tego całego Greya😊 Ot typowy Polak😛

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Haha ja też należę do tej grupy w wielu innych przypadkach ;D

Odpowiedz na „Okiem SocjologaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *