7 najgorszych typów klientów branży „gastro”

Nie jest tajemnicą, że podczas studiów przez okrągły rok pracowałam w branży zwanej potocznie „gastro”. Muszę przyznać, że dostałam tam wiele lekcji, które zapamiętam na całe życie. Była to również świetna okazja do obserwacji złożonych ludzkich zachowań w stosunku do mnie, jako do baristy, jak również do siebie nawzajem. Dziś skupię się na tym pierwszym typie zachowań.

Typ 1. Klienci z przyklejonym telefonem

Kiedy podchodzi do baru nigdy nie wiesz, czy mówi właśnie do ciebie, czy do osoby, z którą rozmawia przez telefon. Oczywiście nigdy nie powie „dzień dobry”, „poproszę”, czy „dziękuję”. Często też mamrocze do obsługi, żeby przypadkiem nie zakłócić swojej rozmowy przez telefon. Oczywiście nigdy nie sprecyzuje zamówienia, co sprawia, że starania dopytania o szczegóły zamieniają się w nieudane próby złapania kontaktu wzrokowego i chwili uwagi. Dla baristów jest to ekstremalny brak szacunku. Czy tak trudno na dwie minuty zaprzestać konwersacji i skupić się na zamówieniu? Przez zwykły szacunek do drugiego człowieka?

Typ 2. Ekstremalnie niecierpliwi

To nic, że obsługujesz właśnie trzy osoby na raz. On właśnie wszedł do kawiarni i chce już, w tym momencie otrzymać to, co mu się marzy. Ten typ łatwo rozpoznać po nerwowym przestępowaniu z nogi na nogę, nerwowym cmokaniu, chrząkaniu. Przyznam, że w takiej sytuacji obsługa zwykle ma ochotę jeszcze, niby niechcący, przedłużyć czas oczekiwania takiego jegomościa.

Typ 3. Przesiadywacze po godzinach

Klient, który nie rozumie, że obsługa po skończonej zmianie nie marzy o niczym innym, jak o pójściu do domu. Siedzi twardo na swoim miejscu, pomimo tego, że czas zamknięcia minął 30 minut temu. Grzecznie poproszony o opuszczenie lokalu, nie rusza się z miejsca i uważa, że skoro jest klientem, to może siedzieć ile chce. Nawet po godzinie 23.00. Nie rozumie, że obsługa musi jeszcze posprzątać i zamknąć zmianę, a jego brudne naczynia nie mogą pozostać nieruszone do dnia następnego.

Typ 4. Opryskliwi ważniacy

Najgorszy typ. Obsługę traktuje dosłownie jak śmieci, jak życiowych looserów. Zazwyczaj jest ważną, wpływową osobą, zarabia dużo pieniędzy. Według niego bariści są nikim. Tą przypadłość zauważyłam głównie u jednej grupy zawodowej (miałam sporą ilość stałych klientów i wiedziałam czym się zajmują). Potrafi zrobić awanturę z powodu braku idealnego porządku na stolikach, czy na podłodze w kawiarni. Przecież ON oczekuje standardów dopasowanych do JEGO statusu.

Typ 5. Nieogarnięci

Klient, który nie potrafi ze zrozumieniem przeczytać tablicy, która znajduje się tuż przed jego nosem. Pyta dokładnie o wszystko to, co wielkimi literami jest na niej napisane. Zazwyczaj trzeba mu powtarzać po kilka razy co jest w ofercie, a i tak po zrealizowaniu zamówienia dalej będzie o to pytać. Do tej grupy zalicza się także radosna grupa osób, które uważają, że zdawkowe „jedną kawę poproszę!” załatwia sprawę. Oczywiście nie unikniemy tu dopytywania po kolei jaki rodzaj kawy, jaki rozmiar, na miejscu czy na wynos. Ten typ denerwuje baristów z dłuższym stażem.

Typ 6. Rodzic niepilnujący dziecka

Najczęściej zjawia się w weekendy. Zajmuje się zwykle swoimi sprawami, podczas gdy jego pociecha beztrosko biega po całej kawiarni, krzyczy, zaczepia innych klientów. Czasami próbuje nawet wejść za bar. Rodzic nie rozumie, że takie zachowanie stwarza duże ryzyko poparzenia wrzątkiem, czy innymi obrażeniami. A przede wszystkim, jest uciążliwe dla otoczenia. Często też wymaga od obsługi wymyślania coraz to nowych rozrywek dla malucha.

Typ 7. Wiecznie niezadowoleni

Stolik, przy którym chciał usiąść jest zajęty, kawa jest niedobra, za gorąca lub za zimna. No i przede wszystkim jest za drogo. Wiadomo, że są rzeczy, za które faktycznie odpowiada personel. Jednak takiemu typowi nie pasuje kompletnie nic. Według niego, za ustalanie cen produktów i recepturę napojów odpowiedzialni są bariści. Za wystrój też. I za ciasta, które są w ofercie. I ogólnie za brzydką pogodę.

Pierwotnie miałam opisać tylko 5 typów najbardziej denerwujących klientów. W efekcie wyszło jednak aż 7. Myślę, że coś by się jeszcze znalazło. Oczywiście są również typy, które wręcz uwielbiałam. Były to na przykład osoby, które opowiadały mi swoje historie z życia, zawsze też pytały co u mnie słychać. Nie wywyższały się, pomimo piastowania bardzo wysokich stanowisk. Albo po prostu zwyczajni klienci, którzy traktowali mnie jak równego sobie człowieka, a nie służącą. Jak to dobrze, że istnieją i jest ich całkiem dużo.

Liczba komentarzy: 8 Dodaj komentarz

  1. Katarzyna Ekiert napisał(a):

    no to prawda… smutne, ze czlowiek dla czlowieka wilkiem

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Najgorszy właśnie jest brak szacunku…

  2. Homoturisticus napisał(a):

    Fakt, mam wrażenie, że coraz więcej klientów nastawionych jest na „ja”, a baristów, sprzedawców i innych traktują jak kogoś gorszego. Przykre to.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Niestety. Od kiedy doświadczyłam tego na własnej skórze, rozumiem to o wiele bardziej.

  3. Brakuje jeszcze wymagającego albo takiego, który stawia wyzwania. 😉 Jestem weganką, również z powodu nietolerancji pokarmowych i zawsze pytam, czy np. w danej potrawie nie ma ani grama mleka, bo inaczej skończy się u mnie dwudniowym cierpieniem… O tym, że mięsa nie chcę widzieć na talerzu nie wspomnę… Ale często dostaję np. makaron ze szpinakiem, a obok kawałek szynki, bo np. nabierano tą samą łyżką, albo w sosie jest np. śmietana… Kelnerzy zdają się nie zwracać na to uwagę, a przy nietolerancjach to jest problem. Jeśli kelner udzieli mi rzetelnej informacji, obsłuży mnie tak, jak należy, jest cierpliwy, to jestem zadowolona, zostawiam napiwek. Najczęściej chodzę do restauracji wegańskich, a jak chcę iść gdzie indziej, najczęściej dzwonię i pytam, czy coś się dla mnie znajdzie…

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      To w ogóle jest bardzo złożony problem. Niestety te niewegańskie knajpy nie mają tak wysokich standardów, żeby mieć pewność, że podczas przygotowywania posiłku nie doszło do użycia tego samego noża itd. Nawet te typowo wegetariańskie z częściowo bezglutenowymi potrawami mają z tym problem. Ostatnio w jednej z nich była taka sytuacja, że klientka z celiakią chciała zamówić bezglutenowe danie (było tak opisane w menu). Powiedziała, że jest chora i czy na pewno w daniu nie będzie ani odrobiny glutenu. Obsługa powiedziała, że nie mogą tego zagwarantować…

  4. Marcin Królik napisał(a):

    Mam wrażenie, że raz czy dwa udało mi się załapać do typu 1, choć były to rozmowy naprawdę pilne i przeprosiłem. Natomiast na bank jestem typem 5, ale to z uwagi na słaby wzrok. Ogólnie, jeśli znam dane miejsce, to znam też mniej więcej menu albo staram się wcześniej sprawdzić je w necie.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Oczywiście, typ 5. jest tak naprawdę irytujący w przypadku ekstremalnego nieogarnięcia. Zresztą widać, kiedy ktoś ma słaby wzrok, no i obsługa też po coś jest – można poopowiadać 🙂 Nie ma on raczej nic wspólnego z brakiem szacunku do drugiej osoby i to jest najważniejsze. Tak jak wspomniałam, denerwuje on w zasadzie jedynie osoby z dłuższym stażem. Jeśli ktoś pracuje krótko to nawet nie zwraca na to uwagi i spokojnie opowiada o wszystkich produktach po kolei 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *