Co byś wybrał?

Stojąc przed świadomym wyborem: urodzić się, ale stopniowo tracić to, co się otrzymało, aż w końcu umierając utracić wszystko, czy też nigdy się nie urodzić i dzięki temu nic nie stracić – co byś wybrał? Ja sama długo zastanawiałam się nad odpowiedzią na to pytanie. Wbrew pozorom nie jest to wcale takie proste i oczywiste.

Tym razem inspiracją do napisania tekstu stała się książka Josteina Gaardera „Dziewczyna z Pomarańczami”. Czytałam ją już dość dawno, zresztą dwukrotnie. Autor ten ogólnie jest mi bardzo bliski, a każda jego książka długo nie pozwalała mi o sobie zapomnieć.

Po pierwsze, nie sądzę, by przez nie-urodzenie się nic się nie traciło. Traci się wtedy szansę doświadczenia życia. Z drugiej strony nigdy się tego nie dowiemy. Nie rodząc się nie mamy możliwości żałować, że nie dostaliśmy tej szansy.

Jestem przekonana, że jest na świecie wiele osób, które wybrałyby tą drugą opcję. Na pewno są wśród nich osoby bardzo cierpiące, które w swoim życiu doświadczyły więcej złego niż dobrego. Wiem też, że jest wiele osób, które pomimo wielu trudnych doświadczeń, bez wahania wybrałyby pierwszą opcję.

Ale co ja bym wybrała? Kiedyś myślałam, że odpowiedź jest oczywista i pomimo wszystko wolałabym się urodzić. A dzisiaj…

Nie mogę tego powiedzieć na sto procent. Z jednej strony wciąż myślę, że pewnie bym tak zrobiła. Z drugiej, to się może zmienić w każdej chwili. Na dzień dzisiejszy życie jako tako mi się układa. Nie mam większych powodów, by pragnąć nigdy się nie urodzić. Jednak nie wiem co wydarzy się jutro. Nie wiem, czy nie spotka mnie tak wielkie nieszczęście, że nie będę w stanie go udźwignąć. Czy w takiej sytuacji wciąż będę za pierwszą opcją? Czy wszystkie dobre chwile, które do tej pory przeżyłam będą w stanie zrekompensować mi ewentualne cierpienie i pozwolą mimo wszystko pozostawać przy pierwszym wyborze?

W związku z niepewnością jutra, z tym, że tak bardzo boję się tego, co może się wydarzyć, na dzień dzisiejszy nie wiem co bym zrobiła.

Inną kwestią jest to, że dokonanie tak trudnego wyboru jest często konsekwencją miejsca, w jakim akurat się znajdujemy. A raczej momentu w życiu. Jednak wyobrażam sobie, że racjonalnie, pomimo całkiem „normalnego” życia, można zdecydować, że urodzenie się jest zbyt ryzykowne i wybrać opcję numer dwa.

Być może to lepiej, że nie możemy sami o tym zdecydować. Ciekawe, o ile mniej osób żyłoby teraz wśród nas, gdyby taki świadomy wybór faktycznie był możliwy? I czy sami zdecydowalibyśmy się zaryzykować tylko po to, by na końcu i tak wszystko stracić?

Liczba komentarzy: 8 Dodaj komentarz

  1. Karolina Kary B. napisał(a):

    Trudne pytanie, bo z jednej strony wiemy, że stracimy wszystko co mamy obecnie, a z drugiej możemy nie doświadczyć nic. Nie wiem, czy jest to kwestia tego, czy jesteśmy z życia zadowoleni czy nie (być może), ale gdybym miała obstawiać, to chyba wybrałabym tę powolną utratę wszystkiego. A nóż widelec udało by się odwrócić „system” 😉

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Szkoda, że odwrócenie systemu jest nierealne 😉

  2. Made by Wife napisał(a):

    Trudne pytanie, na które właściwie nie ma jednoznacznej odpowiedzi… Bardzo ciekawy tekst, a wspomniana lektura dodana do mojej listy. Z pewnością wkrótce ją przeczytam 🙂

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Cieszę się 🙂 Ogólnie polecam książki tego autora 😉

  3. Nie mamy wpływu na to czy się urodzimy czy nie. Jeśli się nie urodzimy to Nas nie ma i naszej świadomości. Ja jeśliby mieć wybór wolałabym się urodzić.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Nie mamy, ale gdyby była taka opcja wyboru to było by to bardzo ciekawe. Nie wiem czy w ogóle ludzie byliby w stanie wybrać, skoro nie doświadczyliby przecież wcześniej życia, strat, szczęścia i bólu. Wiedzieliby tylko, że robią krok w nieznane, a potem wszystko stracą.

  4. Marek Te napisał(a):

    Mam odpowiedź na to pytanie, ale wydaje mi się zbyt intymna, by jej udzielić. Zresztą, jak sama piszesz, ona może z czasem ulec zmianie.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Mi samej też było trudno pisać o bardziej osobistych przemyśleniach na ten temat…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *