Po raz kolejny życie kazało mi się zatrzymać

Opublikowano

Ten wpis będzie bardzo osobisty. Czuję jednak, że chciałabym się podzielić tym z Wami. Może ktoś ma podobnie i poczuje, że nie jest z tym sam.

Znów to samo. Po raz kolejny problemy, które ostatnio w moich oczach urosły przeogromnie, okazały się niczym. W porównaniu do tego, co przeżywają niektórzy ludzie. Do tego, z czym muszą się mierzyć każdego dnia. Dlaczego nie potrafię docenić tego co mam, przestać przejmować się problemami dopóki nie pojawi się kolejny taki bodziec?

Kilka dni temu dowiedziałam się, że pełna życia, młoda dziewczyna, którą znam z widzenia ma raka. Rozpoczęła już leczenie i dzieli się swoimi doświadczeniami. To nie pierwszy raz wśród znajomych.

Zmroziło mnie. Do dziś nie mogę przestać o tym myśleć. Czy to przez to, że od zawsze bałam się raka i nie raz zdarzało mi się niemal zejść na zawał, bo myślałam, że oto jestem chora? Czy to kolejne potwierdzenie na to, że naprawdę jest to możliwe i może nas spotkać dosłownie w każdym momencie życia? Czego tak naprawdę bardziej się bałam – samej choroby, skutków leczenia czy ewentualności śmierci? I czemu człowiek aż tak boi się śmierci, pomimo, że jest to jedyna pewna rzecz w życiu?

Rak to dla mnie coś wyjątkowo przeraźliwego, czego panicznie boję się od dziecka. Przez ten czas wiele moich organów było chorych. Oczywiście w wyobraźni. A paraliżujący strach powoli wyniszczał moją psychikę. Do dziś tak do końca nie umiem sobie z tym poradzić. Mimo, że w tym względzie jest już dużo lepiej. Po prostu nie mam czasu na długie przemyślenia, przestałam też o tym czytać. Jednak coś pozostało. W takich chwilach to coś wraca i nie daje mi spokoju.

W zasadzie nie było powodu, dla którego w dzieciństwie mogłam zacząć aż tak bać się tej choroby. Nie widziałam nigdy, żeby ktoś z mojej bliskiej rodziny na nią cierpiał. Być może był to skutek jakiegoś filmu, gdzie jako małe dziecko zobaczyłam ciemną salę, a w niej leżącą, umierającą osobę podłączoną do kroplówki. Oczywiście bez włosów, co zawsze było dla mnie jednym z najgorszych skutków leczenia.

Dopiero gdy na białaczkę umierał mój przyjaciel, tak naprawdę zobaczyłam jak to wygląda w rzeczywistości. Nawet chwilowy pobyt na specjalistycznym oddziale, wśród jęków i przeraźliwie wychudzonych pacjentów, przeraził mnie jeszcze bardziej. Oczywiście wiem, że rak nie równa się śmierć.  Jednak nie oznacza to, że mniej się boję.

Dziś nie mam puenty, nie wiem co mogłabym więcej napisać. Może tylko to, żeby cieszyć się tym co mamy i nie martwić na zapas problemami, które wydają nam się nie do przejścia. Może mi też się to kiedyś uda.

Liczba komentarzy: 2 Dodaj komentarz

  1. Lalo.mama napisał(a):

    Rak, to nie wyrok! Życzę sił do wspierania chorej i dużo pozytywnej energii.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Osobiście znam ją tylko z widzenia, nawet nie wiem czy ona kojarzy mnie… Oczywiście, że to nie wyrok!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *