Łukasz Jakóbiak u Ellen DeGeneres – wielkie oszustwo czy genialny plan?

Zwykłe oszustwo, czy może genialny, kreatywny pomysł?

Skrajny narcyzm i parcie na szkło czy godne podziwu, wytrwałe dążenie do celu?

Czy to co zrobił Łukasz wydaje się ocierać o zaburzenia psychiczne? Czy po prostu, znany ze swoich niekonwencjonalnych i szalonych pomysłów Youtuber zaaranżował genialną akcję, która pomoże mu spełnić marzenie?

O co właściwie chodzi?

Dla tych, którzy nie słyszeli o całej akcji (choć w Internecie zrobiło się o tym naprawdę głośno), krótki zarys sprawy. Znany ze swojego programu internetowego „20m2 Łukasza” oraz wykładów motywacyjnych Łukasz Jakóbiak, od jakiegoś czasu marzył o tym, by być gościem programu Ellen DeGeneres. Co więcej, razem z Y z kanału „Magic of Y” postanowili rywalizować o to, który pierwszy otrzyma takie zaproszenie i będzie mógł zasiąść na słynnym fotelu w LA. Kilka dni temu Łukasz podzielił się ze swoimi fanami radosną nowiną na Facebooku, że oto otrzymał zaproszenie do programu. Posypały się gratulacje, tysiące komentarzy, a wśród nich komentarze osób, które dzięki tej informacji poczuły, że w życiu nie ma rzeczy niemożliwych.

Aż tu nagle… okazało się, że Łukasz zaproszenia nie dostał, a jedynie dokonał wizualizacji tego wydarzenia. Wizualizacji, która poszła o krok dalej – postanowił „odegrać” ją naprawdę. Znalazł odpowiednie osoby (w tym odtwórczynię roli Ellen), założył koszulę, którą uszył specjalnie na okazję prawdziwego spotkania z Ellen, a nawet zadzwonił do mamy z informacją o zaproszeniu do programu. Wszystko to miało na celu zwrócenie uwagi odpowiednich ludzi, a może i samej Ellen. Ponadto, miała to być „wizualizacja poziom wyżej”, domyślam się więc, że podczas całego kręcenia Łukaszowi naprawdę towarzyszyły emocje związane z udziałem w programie i nie było to udawane. Stąd podejrzenia niektórych internautów o możliwe zaburzenia psychiczne. Część fanów Łukasza czuje się oszukana, część natomiast doskonale rozumie motywacje Youtubera. Są też tacy, którzy nie wiedzą co o tym myśleć i ocenią całą akcję dopiero wtedy, gdy przyniesie oczekiwany przez Łukasza rezultat.

Słów kilka o coachingu

Jak już wspomniałam, Łukasz, oprócz prowadzenia swojego programu w Internecie, który zresztą sama często oglądam już od dawna, znany jest z prowadzenia wykładów motywacyjnych. W tym miejscu napisałam wcześniej, że sam określa się jako „coach”. Dotarłam jednak do materiału, w którym mówi, że nie ma dużo wspólnego z coachingiem,  a jest jedynie mówcą motywacyjnym. Jednak widzę tak dużo podobieństw pomiędzy treścią, koncepcją jego wykładów oraz wizerunkiem samego Łukasza a tym, co prezentują inni trenerzy, że nie mogę nie poruszyć tego tematu. Wiąże się też to z usilnym dążeniem do celu, ciągłym samodoskonaleniem i przełamywaniem swoich barier.  Chciałabym więc chwilę poświęcić mojemu podejściu do coachingu i do haseł związanych z tym modnym ostatnio określeniem.

O coachingu pierwszy raz usłyszałam mając kilkanaście lat. Natknęłam się wtedy na artykuł na temat trenerów personalnych w jednym z magazynów dla nastolatek. Wszystko opisane było raczej w kontekście społeczeństwa amerykańskiego, ale pamiętam, że byłam zaskoczona, że płacenie nie-psychologowi za porady związane z kierowaniem własnym życiem może mieć rację bytu. Generalnie nie wierzyłam, że w Polsce kiedykolwiek coś takiego stanie się popularne. Czasy się zmieniły. Czy jednak moje nastawienie od tamtego czasu się zmieniło?

Trochę tak, trochę nie. Jestem w stanie uwierzyć, że są osoby, które dzięki wykładom, czy osobistym spotkaniom z coachem zmienią swoje życie. Wiem też, że to ogromny biznes i bardzo duża część osób chodzących na takie eventy, oprócz chwilowej euforii, nie wyniesie z tego absolutnie nic poza frustracją, że jednak im się nie udaje. Bo nie jest tak, że każdy może zrobić wszystko, co tylko sobie zamarzy, wystarczy tylko bardzo chcieć i ciężko pracować. Tak po prostu nie jest. Oczywiście, możemy zrobić znacznie więcej niż myślimy, bo człowiek faktycznie nie wykorzystuje swojego potencjału w pełni i sam na siebie nakłada różne ograniczenia. To prawda, dlatego niektórzy potrzebują usłyszeć od kogoś, że mogą zrobić w życiu o wiele więcej.

Nie twierdzę też, że trenerzy to ogólnie oszuści – myślę, że sami wierzą w swoje przesłanie, choć nie przekonują mnie ich sztuczne uśmiechy na zdjęciach i w wywiadach oraz cała ta coachingowa otoczka. Zresztą Łukasz faktycznie konsekwentnie dąży do swoich celów i robi coś ciekawego poza wspomnianym coachingiem.

Ale jest jeszcze jedna kwestia dotycząca coachingu – istnieje tu duże ryzyko przesadnego skupienia się na sobie, samorozwoju i swoich celach oraz pominięcia innych aspektów życia, takich jak na przykład zwyczajne bycie z innymi ludźmi i dla innych ludzi. Oczywiście wszystko jest kwestią priorytetów i nigdy nie powiem, że jedne priorytety są lepsze, inne gorsze. Nie dla każdego jednak życie wbrew regułom i usilne dążenie do samorealizacji jest dobre, a istnieje tu duże ryzyko, że osoby wiodące dość „zwyczajne” życie zafiksują się na jego całkowitej zmianie, co spowoduje wieczne poczucie niespełnienia, frustrację, poczucie niesprawiedliwości, wiele krzywd i poważniejsze zaburzenia psychiczne. Nie każdy może wszystko, nie każdy powinien chcieć zrobić w życiu wszystko, nie każdy będzie szczęśliwszy dążąc do „większych” celów. Zatrzymajmy się teraz na chwilę przy tych „większych” celach.

„Wielkie” marzenia i cele?

Skupmy się na przykładzie Łukasza, bo tak naprawdę cały tekst ma na celu ocenę ostatniego zdarzenia, które zaaranżował, a które wywołało w sieci taką burzę. Oglądałam dostępne w Internecie wykłady Łukasza i większość skupiała się na tym, jak konsekwentnie dążył do osiągnięcia swoich celów i wyznaczał sobie coraz to nowe. Jak już wspominałam, bardzo lubię jego program i większość odcinków oglądałam nawet po kilka razy, podoba mi się konwencja, styl rozmowy z gościem i ogólnie cała otoczka. Jednak bardzo dużo czasu Łukasz poświęca na dzielenie się tym, jak udało mu się „spotkać” z Lady Gagą, co oznacza jedynie zrobienie sobie z nią szybkiego selfie. Oczywiście nie kwestionuję tego, że dla kogoś zdjęcie ze swoim idolem byłoby bardzo ważne, jednak efekt całego przedsięwzięcia wydaje mi się mocno naciągany. Łukasz, jak sam podkreślał, nie jest wielkim fanem Lady Gagi, ale zrobił to po to, by udowodnić, że wszystko jest możliwe. Napracował się, poświęcił mnóstwo energii.. jednak według mnie, mimo wszystko efekt nie jest warty aż takiego rozgłosu. Nie doszło przecież do wywiadu, czy nawet typowej rozmowy z artystką. W całej tej historii mój podziw wzbudza jedynie element dotyczący biura podróży, które zgodziło się wysłać Łukasza do Stanów na własny koszt.

Wracając jednak do kwestii celów, które chcemy osiągnąć – rozumiem, że tego typu przykłady mają obrazować to, że ciężką pracą i chęciami możemy osiągnąć bardzo wiele – jednak czy naprawdę efekt tych działań możemy odbierać jako sukces?

To całkowicie normalne, że co dla jednej osoby jest sukcesem, dla drugiej jest czymś niewartym zainteresowania. Jesteśmy po prostu różni. I tak jak rozumiem dumę ze swojego programu, który moim zdaniem jest już od dawna sukcesem Łukasza, tak nie rozumiem aż takiego „podniecania się” zdjęciem z „gwiazdą”. Wizyta w programie Ellen oczywiście oznaczałaby coś znacznie poważniejszego, szczególnie, jeśli jest to jego marzenie, a nie jedynie chęć udowodnienia komuś, że można wszystko. Osobiście zdarza mi się oglądać fragmenty jej programu, ale nie przepadam ogólnie za amerykańskimi formatami, więc wielką fanką nie jestem. Rozumiem jednak, że dostanie się tam jest naprawdę ogromnym wyróżnieniem, więc na wieść, że Łukaszowi się to udało, również byłam pozytywnie zaskoczona, tak jak znakomita większość jego „followersów”.

No i tutaj następuje moment, kiedy dowiadujemy się, że to wszystko to była mistyfikacja, jedna z dróg dotarcia do Ellen. Czy dobra?

Zaburzenie psychiczne czy kreatywny sposób dotarcia do celu?

Wizualizacja. Dość znana metoda wykorzystywana w psychoterapii, ale również w coachingu. Umiejętność tworzenia we własnej głowie obrazów, które mają na celu ukazanie na przykład realizacji swoich celów i marzeń w jak najbardziej realny sposób. Wizualizacja ma wpływać na nasze emocje, umysł, ale i ciało. Wykorzystywana bywa też w leczeniu chorób somatycznych. Dzięki niej mamy przezwyciężać nasze ograniczenia, i w związku z tym osiągnąć nasze cele w realnym życiu. Nie będę wchodzić tu w ocenę słuszności wykorzystywania wizualizacji, czy też jej skuteczności, bo po prostu nie korzystałam nigdy z takiego rozwiązania. Ponadto nie jestem psychologiem, więc moja wiedza na ten temat kończy się na okrojonej teorii.

Łukasz już od dawna wizualizował spotkanie z Ellen, uszył nawet koszulę na tę okazję. Postanowił jednak pójść o krok dalej i przenieść swoją wizualizację do Internetu. A więc krok po kroku możemy oglądać jak dowiaduje się o mailu, dzwoni do mamy (podobno nie jest to udawany telefon – nie wiem czy mama nie była wtajemniczona w projekt i myślała, że syn naprawdę dostał zaproszenie?), pokazuje swoją ogromną radość na Facebooku, jedzie na lotnisko, ląduje w LA, no i wchodzi do studia. Potem mamy okazję śledzić jego rozmowę z „Ellen”, gdzie głównie opowiada historie, które mamy okazję usłyszeć na jego wykładach motywacyjnych, widzimy też wizualizację wizualizacji (Ellen wyświetla na ekranie fragment oglądanej właśnie przez nas wizualizacji). Cały projekt jest imponujący, widać ogromną pracę wszystkich osób, które przy nim pracowały. Odtwórczyni roli Ellen, wygląd studia, montaż, to wszystko faktycznie robi wrażenie. Skąd więc tyle hejtów, skąd tak podzielone opinie, nawet wśród fanów Łukasza? Od gratulacji, przez rozczarowanie, oskarżenia o przesadny narcyzm, po podejrzenie problemów z psychiką (w zasadzie któż ich nie ma)?

Po pierwsze, osobiście nie czuję się oszukana, bo nie jestem bardzo zaangażowanym fanem Łukasza. Rozumiem osoby, które się tak poczuły, jednak wydaje mi się, że nie powinny odbierać tego zbyt osobiście. Rozumiem też zamysł całego projektu. To trochę tak jak z kampanią reklamową. Agencja reklamowa powinna wymyślić coś, co się będzie odróżniać, co sprawi, że odbiorca komunikatu zwróci na niego uwagę. Łukasz wiedział, że taka akcja musi mieć ogromny rozgłos. Wiedział też, że nie może po prostu nagrać filmu z wizualizacją, musi zrobić coś więcej. Postanowił więc jak najbardziej urzeczywistnić całą sytuację, tak, by media napisały o prawdziwym spotkaniu z Ellen i jak najwięcej osób o tym usłyszało. Bardzo szybko zresztą wyjaśnił sytuację i wstawił do sieci cały materiał. Myślę, że liczył się z dużą falą niezadowolenia, jednak wierzył, że jest to dobry sposób na dotarcie do Ellen. Czy tak będzie? Tego nie wiem. Na pewno widzę w tym potencjał. Osobiście nie słyszałam jeszcze o podobnej akcji, także w sumie podoba mi się pomysł i jego wykonanie.

Jest jeszcze kwestia emocji, które według mnie nie są udawane (wizualizacja zakłada prawdziwe przeżywanie emocji, stąd jeśli Łukasz nazywa materiał wizualizacją, to naprawdę musiał je przeżywać). Faktycznie jest w tym coś, co może zaniepokoić, bo dziwnie ogląda się jego wzruszenie, kiedy wiemy, że to nie działo się naprawdę, choć ja zostawiłabym to samemu Łukaszowi.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której chciałabym wspomnieć. Wiele osób sygnalizowało, że materiał jest za długi, bo Ellen nie daje tyle czasu swoim gościom. Poza tym, Łukasz opowiedział w nim wszystko to, co powiedziałby zapewne prawdziwej Ellen. Dodatkowo, wszystko to możemy usłyszeć na jego wykładach motywacyjnych. Za bardzo skupił się na swoich wcześniejszych osiągnięciach, z których nie wszystkie są według mnie godne aż takiego rozgłosu (zdjęcie z Lady Gagą). Za bardzo starał się grać mówcę motywacyjnego, takiego jakim jest na wykładach, zamiast po prostu być sobą. Zarzut przesadnego narcyzmu uważam więc za uzasadniony. Wiem, że miało to na celu przedstawienie swojej osoby ludziom związanym z programem prawdziwej Ellen, jeśli materiał do nich dotrze (a myślę, że dotrze), jednak mnie to nie przekonało.

Tak czy inaczej, pierwszy cel udało mu się osiągnąć – rozgłos w polskim Internecie jest duży, choć na razie nie znalazłam artykułów na ten temat na zagranicznych portalach. Czy uda mu się spotkać z Ellen? Osobiście myślę, że jest to bardzo możliwe i szczerze mu tego życzę. Wiem też, że gdyby mu się to udało (a myślę, że się uda), będzie szukał kolejnych „jeszcze większych” celów. Życzę mu więc, by nie zatracił się za bardzo w byciu świetnym (jego hasło to „be awesome”), a po prostu był sobą i szedł własną drogą, bo pomimo mojego stosunku do coachingu, (czy mówców motywacyjnych,  jeśli dokonujemy tu rozróżnienia) uważam że jest człowiekiem niezwykle ciekawym i inspirującym.

Cały materiał przygotowany przez Łukasza możecie obejrzeć TUTAJ.

Liczba komentarzy: 20 Dodaj komentarz

  1. blog.stabrawa napisał(a):

    Wczoraj obejrzałam fragment nagrania i przyznaję że zrobiło to na mnie pozytywne wrażenie. Głównie dlatego że to jest (był) świetny pomysł i tym lepiej zrealizowany. Nie rozumiem całego oburzenia, ale wiem, że ludzie lubią hejtować gdy ktoś ma lepiej albo po prostu realizują świetne pomysły 🙂

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      To też prawda – hejt bardzo często wynika z zazdrości i frustracji osób, które nie do końca są zadowolone ze swojego życia.

  2. lunami napisał(a):

    Bardzo dobry post poruszajacy wszystkie aspekty calej akcji! Ja mam problem z tym wydarzeniem i juz mowie dlaczego: Lukasz wizualizowal sobie spotaknie z Ellen latami, pracowal nad „wizualizacja level up” rok, ogolnie wsadzil w to wiele mysli, pieniedzy, czasu itd. Zyl tym. A z mojego punktu widzenia bylo tak: wlaczam internet pod koniec dnia, klikam na filmik, widze sztuczna Ellen i faceta zachwyconego soba i swoimi „osiagnieciami” typu selfie z Lady Gaga. No po prostu WTF. W pierwszym momencie wylaczylam filmik z zniesmaczeniem, a dopiero potem pomyslalam o akcji z punktu widzenia Jakobiaka…. z jego perspektywy to wszystko ma na pewno wiecej sensu niz z mojej! 🙂 Sama na codzien obracam sie w kregach 30- latkow, ktorzy sa naukowcami i probuja dokonac przelomu w swojej dziedzinie, wkladaja w to cala swoja energie i czas… nie zajmuja sie witualizacjami typu „Ja na rozdaniu nagrod Nobla”, tylko rzeczywista praca, a tutaj „wyskoczyl mi” 30-letni Lukasz i jego marzenie wproszenia sie do Ellen…………. 🙂 Kontrast prazil mnie az po oczach 🙂

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Po pierwsze dziękuję 😉

      Dokładnie – wiekowo Łukasz nie jest najmłodszy, a jego cele wydają nam się nieraz fajne, odjechane, ale jednak nie do końca pasujące do jego wieku. Z drugiej strony, cenię ludzi, którzy idą pod prąd i nie uważam, że wyłamywanie się ze schematu „normalnego życia” jest czymś złym. Wręcz przeciwnie. Jednak czasami mam wrażenie, że to wszystko jest robione trochę na siłę, a niektóre metody są wręcz desperackie. Efekt natomiast jednak rozczarowuje (przykład selfie z Lady Gagą). Z drugiej strony nie powinniśmy oceniać wartości czyichś marzeń i dążeń.
      Kolejnym elementem jest wspomniane samouwielbienie (na to cierpią generalnie coache i mówcy motywacyjni, albo sprawiają wrażenie, że na to cierpią) i niestety pokazanie tego w filmie – 20 minut, które brzmiały jak kopia wykładu motywacyjnego i nie wnosiły zbyt dużo. Z drugiej strony wiem, że Łukasz chciał pokazać się z najlepszej strony i w zasadzie musiał wybrać najmocniejsze punkty swojej historii. Tylko czy na ten moment nie są jednak trochę za słabe, by zostać zauważonym przez Ellen? Tu też rodzi się pytanie o to, czy jej postać nie jest zbyt gloryfikowana, a występ w programie po prostu przereklamowany.
      Wiem też o rywalizacji Łukasza z Y o to, który pierwszy dostanie się do programu. Z jednej strony działa to motywująco, z drugiej sugeruje, że mamy do czynienia z robieniem czegoś jednak na siłę.
      Bądź co bądź, akcja, choć kontrowersyjna, udała się, bo rozgłos jest i teraz tylko czekać na jakąś reakcję tamtejszych ludzi odpowiedzialnych za format. Ja osobiście życzę żeby się udało, ale jednocześnie nie chciałabym żeby to przyczyniło się do upowszechnienia idei samego coachingu, której nie kupuję.

  3. Dorota - pieknyplan.pl napisał(a):

    Z jednej strony podziwiam ludzi tak mocno wierzących w swój cel i sukces a z drugiej trochę się ich boję. Jak daleko motywacja i dążenie do celu może usprawiedliwić oszukiwanie, lub podawanie nieprawdy, półprawdy? W obecnych czasach liczy się najczęściej pierwsze wrażenie, news. To trochę jak z politykami którzy świadomie podają nieprawdziwe informacje, potem je dementując ale do ogółu społeczeństwa trafia jednak przekaz który zrobił większą furorę i zakorzenia się w ich świadomości na dobre. Kto potem słyszy o dementi?

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Takie mamy czasy, aczkolwiek nie sądzę, by kiedyś było inaczej – po prostu forma się zmieniła. Poza tym teraz mamy dostęp do wielu materiałów na temat manipulacji i jesteśmy znacznie bardziej świadomym społeczeństwem – kiedyś była propaganda i brak dostępu do opracowań. Teraz ludzie sami szukają autentyczności. Stąd powolne odchodzenie od telewizji wśród młodych na rzecz Internetu, gdzie z założenia miały być wrzucane szczere treści wolne od większych manipulacji. To się zmienia i już od jakiegoś czasu widzimy kryptoreklamy na kanałach vlogerów, na blogach, pełno treści reklamowych, które udają subiektywne opinie. Może z uwagi na to, że jako socjolog często poszukuję takich rzeczy, ta akcja nie sprawiła, że poczułam się oszukana, ani rozczarowana. Tak czasem wygląda droga do zdobycia rozgłosu – nie twierdzę przy tym, że popieram takie działanie.

  4. porta celeste napisał(a):

    Dla mnie to jednakowoż słabe jest, i to bardzo. Z dwóch przyczyn. Po pierwsze – nie lubię i nie poważam zdobywania poklasku przez ściemnianie publiczności. Uważam, że to nieuczciwe (acz modne w dzisiejszych czasach, bo stosunkowo ładne – w social media bardzo łatwo naginać dowolnie prawdę). Może i sprytne, ale nieuczciwe. Po drugie – jeśli to miało kogokolwiek przekonać do tego, że spełnianie marzeń jest możliwe, to yyy. To nie było spełnienie marzenia. Jeśli marzę o chłopaku i wytnę go sobie z kartonu, to w żaden sposób nie zbliżę się do celu. I to jest coś, co ogólnie zniechęca mnie u „mówców motywacyjnych” – dorabianie ideologii, wciskanie ludziom jakichś magicznych recept. I już całkiem mnie zniesmaczyły opinie, jakoby krytyka tej całej „wizualizacji” była domeną smutnych hejterów, którzy niczego w życiu nie osiągnęli. Nie, dla mnie to po prostu klasyczny przykład nowych szat cesarza i wiele hałasu o nic zarazem – wydmuszka.
    Ale tak generalnie to owszem, wierzę, że wszystko jest możliwe – ja poznałam wszystkich celebrytów (choć to może nie najwłaściwsze słowo), których poznać chciałam, i jeszcze sobie, kurcze blade, sama zapłaciłam za wszystkie w tym celu kupione bilety lotnicze 😉

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Co do tego punktu ze spełnianiem marzeń to zgadzam się w zupełności. Jednak teraz Łukasz stara się mocno podkreślać to, że jest to jedynie droga do celu (który bądź co bądź też nie jest dla mnie jakąś „wielką” rzeczą, ale to już zależy od wartościowania ogólnie różnych celów, czego ja staram się nie robić) Ogólnie też jestem mocno sceptyczna w kwestii mówców motywacyjnych, co zresztą opisałam. Zgadzam się też, że wiele tu hałasu o nic, ale to pewna droga do jego celu, podobno ma jeszcze plan B. Ja mu życzę spełnienia marzenia, ale jednak widzę też, że zaczyna się zafiksowywać na swojej „świetności” i samodoskonaleniu, ale to zostawiłabym jemu – w końcu się nie znamy i nie jestem od udzielania mu jakichkolwiek porad:)

  5. Wojtek napisał(a):

    Mam Alerty Google czyli powiadomienia o nowych artykułach ustawione między innymi na „oszustwo” i codziennie jestem bombardowany newsami o tym człowieku.

    powiem tyle: tak czy siak, marketingowy cel osiągnął.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Dokładnie tak. Zobaczymy, czy przełoży się to na główny cel.

  6. Sylwia napisał(a):

    Przyznaje sie, ze nie wiem kim jest Lukasz Jakobiak! Ale zaciekawil mnie twoj tekst i z ciekawosci poszukam informacji o nim w internecie.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Cieszę się! 🙂

  7. Dagafox napisał(a):

    Oj tak, rozróżnienie między coachem a mówcą motywacyjnym jest MEGA WAŻNE! 🙂 sama studiowałam coaching i krew mnie zalewa jak taki mówca mianuje się coachem, gdzie to nic wspólnego z tą dziedziną nie ma, bo nie chodzi tam o to, że możesz wszystko. Praca z coachem znacznie się od tego różni, ale to temat rzeka.. A co do Łukasza – lubię program, jako tego mówcy-coacha nie miałam okazji go słuchać, ale ogólnie nie lubię mówców, bo brałam udział w na prawdę wielu prelekcjach i zauważyłam pewną zależność – każdy z nich ma chwytliwą historyjkę, njlepiej wyciskającą łzy, ale walczył o swoje i teraz ma, więc każdy może. Nie kwestionuję. Może i tak było, ale jeśli każdy opowiada podobnie, wg tego samego schematu, to nie działa już to na mnie. Na początku może i jest „pompa do działania „, a potem frustracja, bo powiedział jak osiągnął, ale nie każdy w ten sam sposób zbuduje swój sukces. Pomysł z tym kłamstwem hmm..kreatywny, ale podobno wielka z tego burza i nie wiem czy nie stracił przez to sporej liczby fanów. Czy bylo tego warte? Nie wiem..
    Świetnie, że wspomnialaś o tym ślepym podążaniem za celami i zatraceniu się w nich..czasem przestajemy myśleć o innych ludziach, jak właśnie tutaj Łukasz. Było to celowe, ale nie wiem czy do końca trafione. Ale długi temat, można pisać i pisać 🙂 fajne tematy poruszasz! Będę odwiedzać. Pozdrawiam 🙂

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Łukasz na wszystkich udostępnionych w Internecie wykładach motywacyjnych (przynajmniej na tych, do których dotarłam podczas researchu) opowiada dokładnie te same historie, zgodnie ze schematem o którym piszesz. Co więcej, cały czas dziwię się tej historii z Lady Gagą, bo o ile wywiad z Anastacią to faktycznie dobry temat, to efekt, jakim jest słabej jakości selfie z Gagą nie jest według mnie warty takich opowieści.

      Najczęściej tak właśnie jest, że zaraz po wykładzie ludzie faktycznie czują tą moc, ale jest to bardzo krótkotrwałe i stąd mogą rodzić się potem różne frustracje. Oczywiście każdy sam decyduje na co wydaje pieniądze, jednak warto o tym wiedzieć. Nie wątpię też, że jest jakaś garstka osób, które skorzystały na tym tak naprawdę, bo może właśnie to był początek jakiegoś długotrwałego działania. Bo sam impuls ne zastąpi ciężkiej pracy.

      Również pozdrawiam! 🙂

  8. ED napisał(a):

    Trudno mi uwierzyć w to, że poprzez „wizualizację” osiągnie się swój prawdziwy nieoszukany cel. Moim zdaniem to po trosze kwestia szczęścia… Wydaje mi się, że Łukasz od dziecka pragnął być osobą znaną i spotykać się ze znanymi… Jeśli mu się to uda 0 jego satysfakcja i jego radocha. – Jednak jak Pani napisała, nie dal wszystkich musi to być celem samym w sobie i sukcesem, choć może być fajną rozrywką lub motywacją do innych swoich celów.
    Czy na tym etapie w opisanym przykładzie jest to oszustwo? Może trochę jest. Ludzie są w to uwierzyć dopóki nie odkryje się, że to był żart… tak wierzą też we wszystkie inne rzeczy na wykładach motywujących czy jakoś tak… Ktoś by powiedział, że tak robi się ludziom wodę z mózgu… I jedni na tym korzystają inni tracą. Jeżeli nie jest to szkodliwe, to OK, a jeśli jest to nie fair… Jednak z oszustwem albo jak kto woli z dezinformacją mamy ostatnio coraz częściej do czynienia. Oby tylko prawdziwym celem tej gry nie było zupełnie coś innego…

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Przykład mamy choćby z ostatnim filmikiem dziewczyny szukającej chłopaka z Polski – jak tak dalej pójdzie, to ludzie przestaną ufać komukolwiek.

  9. Myśli Oprocentowane napisał(a):

    Nie no, to chyba jednak lekka przesada. Jesli chciał w ten sposób dać przykład innym to srednio mu to wyszło. Bądźmy szczerzy – to raczej wydurnianie się, wątpię, żeby w jakis sposób mu to pomogło. Aczkolwiek samego goscia nie znam kompletnie, więc może jest w tym szaleństwie jakas metoda.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Jestem pewna, że ludzie pracujący przy programie Ellen dotarli już do materiału – kwestia czy zostanie zaproszony. Ale trzeba też zauważyć, że po całej akcji niektórzy powiedzą „skubany, tak go opluwaliśmy, a jednak się udało”, a drudzy mimo to będą zniesmaczeni. Na pewno jego „szczęściem” nie będzie cieszyło się tyle ludzi co w momencie ogłoszenia „radosnej nowiny” na początku marca, gdy Łukasz znany był głównie ze swoich wywiadów.

  10. lunami napisał(a):

    Juz wczesniej sie wypowiadalam w tym temacie, a teraz mam nowe doswiadczenie, ktorym chcialam sie podzielic. Krotko mowiac bylam w zeszlym tygodniu w Los Angeles, poszlam na „The late late show with James Corden” i niespodziewanie wyszlo tak, ze pojawilam sie w TV ramie w ramie z samym prowadzacym 🙂 Nie ma tu analogii do historii Lukasza Jakobiaka, ale przekonalam sie na wlasnej skorze, ze wystapienie w amerykanskim talk show nie jest tak abstrakcyjna czynnoscia jak mogloby sie wydawac 😉 – Potwierdza sie teza, ze ta cala akcja „level up” sprowadza sie do zebrania materialu do swoich mow motywacyjnych, a nie do faktycznego spotkania Ellen DeGeneres 🙂

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Też mi się tak wydaje – osobiście nie przepadam za amerykańskimi talk showami, jednak zdjęcie z gwiazdą czy pojawienie się właśnie na wizji wcale nie musi być aż takie trudne, jeśli wystąpią określone okoliczności i osoba włoży w to trochę wysiłku.

      Minęło już trochę czasu od publikacji mojego tekstu i obserwując bieżące wydarzenia związane z akcją, idzie to w coraz gorszym kierunku, ale jednocześnie zasięgi rosną. Amerykańscy jutuberzy zainteresowali się tematem, ale oceny są w większości bardzo negatywne. Nie mam wątpliwości, że do odpowiednich ludzi nagranie na pewno dotrze lub już dotarło. Jaki będzie efekt?

      Nie wiem jaka była prawdziwa motywacja Łukasza. Z jednej strony myślę, że faktycznie chce być gościem Ellen, ale już wyobrażam sobie jak będzie brzmiała część mowy motywacyjnej na temat tego przedsięwzięcia (bardzo schematycznie).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *