Portugalskie opowieści socjologa: część pierwsza

Minęło już trochę czasu od naszej tegorocznej wizyty w Portugalii. Dziś, w pierwszej części, chciałabym przedstawić kilka historii, które nam się przytrafiły.

Pierwsza awantura

Nie zdążyliśmy wsiąść do samolotu, a już czekały na nas ciekawe wrażenia. Otóż w kolejce do oddania bagażu naszym oczom ukazały się dość interesujące osobistości. Byli to mężczyźni z napisem „Polska” na koszulkach, którzy zablokowali na pół godziny całą kolejkę, gdyż ich bagaż był zbyt wysoki. Zrobili awanturę, ale w końcu musieli zostawić lub jakoś przepakować to co mieli w środku. Co ciekawe, po kilka dniach zorientowałam się, że prawdopodobnie lecieli oni do Rio na olimpiadę jako członkowie zespołów. Wcześniej byłam pewna, że to stereotypowi Polacy, którzy za granicą chodzą tylko w koszulkach z polskim symbolem.

Skromne życie w ubóstwie

Kolejna ciekawa sytuacja czekała na mnie tuż przed wejściem do samolotu. Wśród podróżnych był zakonnik z różańcem przewieszonym na boku, ubrany w typowe sandały. Jakież było zdziwienie wszystkich dookoła, kiedy okazało się, że wykupioną miał klasę biznes. Oczywiście komentarzom nie było końca. Sama również byłam nieco zaskoczona. Z drugiej strony nie wiemy dlaczego tak naprawdę ów zakonnik leciał w klasie biznes. Jak wiadomo, przedstawiciele grup, takich jak księża czy zakonnicy są zwykle oceniani bardzo krytycznie, a ich zachowania są uważnie obserwowane przez ludzi. Jednak przyznaję, że była to sytuacja dosyć dziwna.

Awaria w samolocie?

Już w samolocie nie ominęły nas nieoczekiwane zwroty akcji. Otóż pod koniec drogi pilot poinformował wszystkich, że niedługo lądujemy, czas podróży zgadzał się, a Lizbonę widziałam już z okna samolotu. Jednak ku mojemu zdziwieniu przelecieliśmy obok i zaczęliśmy krążyć w tą i z powrotem nad oceanem. Wszystko wskazywało na to, że coś jest nie tak. Całe szczęście, że pilot odezwał się dość szybko i wytłumaczył pasażerom, że nie mamy do czynienia z żadną awarią. Tak oto, tuż przed lądowaniem okazało się, że lotnisko zostało zamknięte i w związku z tym polecimy na chwilę do Faro. Przyznam, że bardzo chciałam chociaż z góry zobaczyć tamtejsze wybrzeże i dzięki całej sytuacji to się udało, bez ponoszenia dodatkowych kosztów. Jaka była przyczyna zamknięcia portu lotniczego w Lizbonie? Otóż kilkoro Algierczyków (uchodźców) postanowiło wsiąść do samolotu „na gapę” i w tym celu wbiegli na pas startowy. Gdyby to był pociąg, to mogłoby się im udać. Jednak w tym przypadku taki pomysł nie był najszczęśliwszy i nie mógł zakończyć się powodzeniem. Cała ta sytuacja spowodowała podejrzenie zamachu terrorystycznego, co sparaliżowało lotnisko na około godzinę. Po zatankowaniu w Faro szczęśliwie dolecieliśmy do celu podróży.

Słoma w butach

Po wylądowaniu w Lizbonie byłam świadkiem bardzo nieprzyjemnej i przykrej sytuacji. Obok nas w samolocie siedział czarnoskóry ksiądz wracający ze Światowych Dni Młodzieży. Gdy wszyscy zaczęli opuszczać samolot, sięgnął on jeszcze po bagaż podręczny, co trwało chwilę, a osoby stojące za nami w kolejce do wyjścia musiały poczekać całe 15 sekund dłużej. Wtedy to odezwał się „prawdziwy polak” po sześćdziesiątce, bo przecież biały i lepszy od „odmieńców” i wypalił coś w stylu „Weź tą grubą czarną dupę, bo blokujesz przejście”. Mam nadzieję, że choć trochę zrozumiał mój zabijający wzrok skierowany w jego stronę. Ksiądz natomiast nie rozumiał języka polskiego, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Natomiast agresywny starszy pan po chwili odwrócił się do dziecka, z którym leciał i słodziutkim głosem rzekł „Kochana wnusiu, widzisz, już jesteśmy…” Gratulacje.

Fałszywe banknoty

Przygody oczywiście nie skończyły się wraz z opuszczeniem lotniska. Aby dostać się do hotelu musieliśmy zdobyć bilet komunikacji miejskiej, a ponieważ dotarliśmy ze znacznym opóźnieniem, pozostały nam jedynie automaty. Jak na ironię, nie przyjmowały one banknotów powyżej 10 euro. My mieliśmy tylko dwudziestki. Zero drobnych. Ludzi w około coraz mniej, a metro też niebawem kończyło kursowanie. Zaczęliśmy zaczepiać niektóre osoby i błagać o to, by rozmienili nam pieniądze. W końcu jeden z dwóch mężczyzn wyjął dwa razy po 10 euro i niepewnie się z nami zamienił. Jednak nieufnie macał banknot, oglądał ze wszystkich stron, patrzył na nas podejrzliwie i dopytywał, czy na pewno nie są fałszywe. Jedyne o czym myślałam, to to, by jak najszybciej wrzucić jego dziesiątkę do automatu, zanim się rozmyśli. Udało się.

To dopiero początek przygód. W kolejnej części opowiem o tym, jak zostaliśmy oszukani już pierwszego dnia, o tajemniczej kobiecie przechadzającej się codzienne główną ulicą Lizbony, o tajemniczych i urokliwych zakątkach miasta oraz oczywiście o ludziach i moich licznych obserwacjach.

Liczba komentarzy: 10 Dodaj komentarz

  1. Krzysiek napisał(a):

    Mam wrażenie że starsi ludzie często za dużo sobie pozwalają. Cały czas zachowują się jak by im należał się największy szacunek zapominając o tym żeby go zdobyć nie starczy być starszym

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Wiesz co, nie wiem, czy tutaj faktycznie aż tak ważny jest wiek tego pana. To był taki typowy tekst, który można usłyszeć też od 40-latka. Zadziwiające, z jaką lekkością wypowiadał te słowa, zważywszy na to, że słuchała go mała wnuczka.

  2. Waldemar Pać napisał(a):

    Chyba niezbyt fajne te przygody na lotniskach, starszy pan zachował się prostacko. Mam nadzieję że kolejna część będzie bardziej optymistyczna. 🙂

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Jeśli chodzi o przygody na lotniskach, to oczywiście w drodze powrotnej również mieliśmy niezłe przejścia, tym razem ze starszą panią. Niestety takie historie sprawiają, że człowiek czasem zaczyna wątpić w to, że ludzie są dobrzy z natury.. W zasadzie nie wiem czy tak jest.

  3. Magda Matraszek napisał(a):

    Polaków zawsze się wszędzie rozpozna po zachowaniu, w sumie to nawet smutne. A podróży zazdroszczę! i czekam na więcej fotek 🙂

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Chyba już w kolejnej części pokażę piękne zakątki miasta 🙂 Gdybym nie podzieliła tego na części to nikt nie dobrnąłby do końca 😉

  4. Patrycja Czubak napisał(a):

    Zapowiada się ciekawa podróż, sama wracałam wczoraj samolotem z Anglii, ale obyło się na szczęście bez takich przygód. Pozdrawiam 🙂

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Ja chyba przyciągam takie przygody, kiedyś napiszę o tym, jak rozwiązali nam pociąg w trakcie drogi na trasie do Budapesztu 😛

  5. Justyna Wojnowska napisał(a):

    Dobrze, że skończyło się szczęśliwie… ale kiedyś czytałam o parze młodych Włochów, którzy spóźnili się na samolot i też chcieli go złapać na pasie startowym… też bez powodzenia 😉 Pozdrawiam.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Tak, niesamowite, że da się tak po prostu tam wbiec…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *