Ślub od pierwszego wejrzenia – ale jak to?!

Już od kilku tygodni na antenie TVN mamy okazję śledzić nowy program, który w Polsce pojawił się po raz pierwszy. Czym w ogóle jest ten cały „Ślub od pierwszego wejrzenia”?

Choć dziś trudno to sobie wyobrazić, aranżowane małżeństwa były kiedyś czymś zupełnie normalnym i nie budziły żadnych wątpliwości. Czy jednak program, którego celem jest de facto zarobienie jak największej ilości pieniędzy, można w ogóle do czegoś takiego porównać?

Jakie są nasze granice?

Nie da się nie zauważyć, że od czasu pierwszego Big Brothera dużo się w Polsce pozmieniało. Granice pokazywania prywatności w telewizji, jak i w internecie znacząco się przesunęły i nie szokuje nas to, co jeszcze 15 lat temu było nie do pomyślenia.

Jednak program budzi mniej więcej podobne kontrowersje, co Big Brother na początku swego istnienia. Oznacza to, że doszliśmy do kolejnej granicy i jest jednak coś, co wciąż skłania do zastanowienia i rodzi pewne wątpliwości. Mam jednak wrażenie, że nowy program jest zdecydowanie mniej popularny niż kiedyś Big Brother, pomimo, że media na siłę starają się nas przekonać o wielkim sukcesie przedsięwzięcia i niecodziennej oglądalności. Jednak podglądanie prywatności trochę nam się już przejadło. Choć tu idziemy o krok dalej.

Jak możesz to oglądać?

Jako socjolog, po raz kolejny nie mogłam po prostu nie zainteresować się nim i moja wrodzona ciekawość kazała mi zacząć oglądać to, co twórcy nazywają „eksperymentem społecznym”. Choć przyznaję, że na początku, słysząc nazwę programu, byłam pewna, że to kolejna produkcja w stylu „Ukrytej prawdy”, lub „Kto poślubi mojego syna” – gdzie poziom naturalności i prawdziwości jest wręcz ujemny.

Pierwsze zaskoczenie – uczestnicy wydają się być naturalnymi, raczej zwykłymi ludźmi. Nie kojarzymy ich z aktorami seriali paradokumentalnych, nie wyglądają jakby mieli parcie na szkło. Ale to nic. Pierwszy odcinek oglądałam na Player.pl z miną „WTF”? A raczej drugi, bo od razu chciałam zobaczyć pierwszy ślub. Dopiero potem wróciłam do początku historii. Nie mogłam tego pojąć, nie rozumiałam tych ludzi, nie mogłam uwierzyć, że ktokolwiek przy zdrowych zmysłach mógłby zgodzić się na coś takiego.

Dopiero kolejne odcinki obejrzałam bez szoku. A nawet z coraz większym zainteresowaniem. Wyszłam poza pewne ramy, które wydawały mi się nie do przejścia. Przestałam uważać, że jest to coś kompletnie nie do pomyślenia. Czy to dobrze, czy źle? Nie wiem.

A jak to wygląda w innych krajach?

Chciałam zobaczyć, jak potoczyły się losy par, które brały już udział w takim programie. W Danii, w Australii, czy w Stanach. Skupiłam się na tych trzecich. Zdziwiłam się, gdy okazało się, że część z par z pierwszego sezonu jest ze sobą do dziś. Szczególnie jedna para, która na ślubie nie przypadła sobie do gustu, a jednak udało im się stworzyć związek, który wydaje się być szczęśliwy.

Większości jednak się nie udało. Małżonkowie nie mogli się dogadać, nie mogli też znieść spraw, o których nie mieli nawet szansy porozmawiać przed ślubem. Niektórzy wydawali się sobie zupełnie obcy i bez zająknięcia postanowili zakończyć małżeństwo szybciej, niż mogliby to zrobić.

W końcu każda para, po określonej liczbie tygodni, spotyka się z ekspertem, by zdecydować, czy zostają w małżeństwie i próbują budować dalej swój związek, czy się rozstają. Ot tak, po prostu. Bez problemów. Tylko w papierach pozostanie ślad. Nic więcej.

Eksperyment społeczny i dobór par

Przede wszystkim, nie nazwałabym tego przedsięwzięcia „eksperymentem społecznym”. Faktycznie, niejako nim jest, jednak zrobienie z tego programu rozrywkowego w jednej z najbardziej komercyjnych stacji telewizyjnych, nie pozwala mi tak go określać.

Chciałabym też poruszyć kwestię doboru par. „Eksperci” starają się dobrać je pod różnymi względami, biorą oni pod uwagę nawet stopień asymetrii twarzy, czy też reakcje na ton głosu oraz zapach drugiej osoby. Ale jest jedno ale. Przecież wybierają tylko spośród uczestników, którzy zgłosili się do programu. Siłą rzeczy, wybór jest dość ograniczony. Nie wierzę, że w przypadku każdej pary są przekonani o ich absolutnym dopasowaniu. Sami zresztą podkreślają, że nie są. Ponadto, jak wiadomo, badania naukowe nie mogą zastąpić dobrej woli dwojga ludzi, prawdziwych motywacji, zamiarów oraz innych spraw, które łatwo mogą ukryć przed producentami.

Co z tą dojrzałością?

I ta kwestia jest mocno problematyczna. W pierwszej chwili moje zdanie było jasne – są to ludzie kompletnie niedojrzali, a małżeństwo traktują jak zabawę. Nie można przecież przyrzekać czegoś tak istotnego komuś, kogo się wcześniej nie znało. To, że jest to „tylko” ślub cywilny, niczego znacząco nie zmienia. Małżeństwo to małżeństwo. W świadomości ludzi to poważna sprawa i chyba tak powinno zostać…

…ale wierzę niektórym uczestnikom programu, którzy twierdzą, że przeżyli wiele niepowodzeń, więc chcą zaufać ekspertom. Przy okazji chcą przeżyć niezapomnianą przygodę. Liczą, że skoro sami do tej pory nie potrafili znaleźć drugiej połówki, to ktoś im w tym pomoże. Przecież raczej nikt nie chce mieć rozwodu w papierach. Dlatego myślę, że jednak chcą próbować, ufają, że im się uda. Że będą szczęśliwi.

Przez dziurkę od klucza

Tak czy inaczej, podglądanie czyjejś prywatności było, jest i będzie atrakcyjne. Stąd tego typu programy będą powstawać, przesuwając coraz bardziej dotychczasowe granice. Na pewno kontrowersje budzi fakt, że po upływie określonego czasu każdy podejmuje decyzję czy zostaje, czy odchodzi, a rozwód jest łatwiejszy niż cokolwiek innego. Czy nie wpływa to negatywnie na pojmowanie instytucji małżeństwa, które staje się czymś coraz bardziej niestabilnym, ulotnym, czym można się wręcz bawić?

Z drugiej strony, osoby, którym się uda, z pewnością będą miały co opowiadać dzieciom i wnukom. Historia jak z bajki przydarzy się właśnie im. Potrafię w tym dostrzec coś pięknego i niecodziennego.

Jestem daleka od potępiania formatu TVN, jak i jego uczestników. Jednak trzeba jasno powiedzieć, że program powstał po to, by zarabiać pieniądze, poprzez wzbudzenie kontrowersji i, sprawdzone już wielokrotnie, pokazywanie czyjejś prywatności. Czy w Polsce to się sprzeda? Zobaczymy. Na pewno z zaciekawieniem będę śledzić dalsze losy tego programu.

Liczba komentarzy: 18 Dodaj komentarz

  1. Roman Sidło napisał(a):

    Spodziewałem się czegoś stronniczego, a tu proszę – obiektywne spojrzenie (na które mnie – notabene – nie byłoby stać). Nie szokują mnie tego typu programy ani odrobinę, jedyne, co czuję, to bezkres zażenowania – po pierwsze z uczestników, po drugie z widzów, którzy angażują się emocjonalnie w przyjmowanie takiej papki. Niemniej fajnie było poczytać opinię specjalisty, pozdrawiam.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Dziękuję 🙂 „Specjalistą” jednak bym się nie nazwała – po prostu umiem spojrzeć na wszystko niejako „z boku” i ocenić jak najbardziej obiektywnie (choć tak do końca się nie da), pomijając moje osobiste przekonania 🙂

  2. Radosna Chata napisał(a):

    Zgadzam się z opinią Roman Sidło – ja również czasem spojrzę na tego typu programy i szczerze mówiąc, to naprawdę nie potrafię uwierzyć, że to nie jest tylko i wyłącznie zaaranżowane, zagrane…no bo przecież jakim cudem ludzie mogą się tak zachowywać? Robić to wszystko, co tam jest?

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Większość tego typu programów to moim zdaniem czyste ustawki (Kto poślubi mojego syna itd.). To faktycznie było żenujące. Tutaj wydaje mi się jednak, że ludzie są raczej prawdziwi i naturalni. Porównałam też zachowanie tych par z tymi Amerykańskimi, czy Australijskimi. Nie dostrzegam tu raczej dużo udawania. Jednak mogę się mylić.

  3. MintElegance napisał(a):

    obejrzałam jeden lub dwa odcinki, ale bez zaangażowania. ja na udział w takim programie na pewno bym się nie zdecydowała, dla mnie to ostatni akt desperacji.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      To właśnie jest pierwsza myśl, kiedy słyszymy o tego typu programie. Z czasem jednak postarałam się spojrzeć na to szerzej. Myślę, że też bym się nie zdecydowała, jednak w jakimś stopniu jestem w stanie zrozumieć tych, którzy się na to zdecydowali.

  4. Ania napisał(a):

    Zgadzam się z każdym Twoim słowem. Też byłam zaciekawiona formułą programu więc ogladnęłam pierwsze odcinki. I tu też mile się zaskoczyłam. Zdziwienie jednak jest większe jeśli chodzi o reakcje najbliższych. Rodzice w zasadzie ze spokojem przyjmują informację o ślubie z obcą osobą. Jednak nie czują się z tym chyba dobrze bo ciągle starają się sobie i nam wmówić, że partner ich córki czy syna jest odpowiedni. Ale tego nie wiedzą.
    Czy ja bym się zdecydowała na coś takiego? Nie. Bo wiem jak trudno być w długoletnim związku. Że to wymaga pracy i fundamentów takich jak zaufanie, przyjaźń, wspólne cele i dążenia.
    Nie mniej życzę uczestnikom szczęścia 🙂

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Nie napisałam o najbliższych, ale faktycznie też sporo o tym myślałam. Po pierwsze, nie wiem, jakim cudem przyjęli to w taki sposób i z chęcią bawili się na weselu. Oczywiście, że próbują sobie to tłumaczyć, ale wciąż musieli być wcześniej uprzedzeni, bo „pierwsze” rozmowy o tym wyglądały za spokojnie. Większości takich par w innych krajach jednak nie udaje się przetrwać, podejrzewam więc, że w przypadku polskich uczestników też tak będzie. Jakaś szansa jednak jest i rodzina ma nadzieję, że akurat w przypadku ich dziecka będzie to szczęśliwe zakończenie.

  5. Kobiecym okiem napisał(a):

    Niesie mi się na usta pytanie „Gdzie jest granica?” Ja jestem na nie ponieważ uważam, że tutaj mamy też do czynienia z pewnego rodzaju ustawką. Ludzie zgłaszający się do takich programów liczą przede wszystkim na popularność i zarobek. Unikam dzisiejszej telewizji zamiast tego wolę oglądnąć dobre kino lub książkę. Pozdrawiam

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Teoretycznie ludzie zgłaszający się do programu nie wiedzieli, że będą musieli wziąć ślub. Uświadomiono ich dopiero na pierwszym spotkaniu. Faktem jest jednak, że jest spora grupa osób, która liczy na popularność i zarobek. No bo idąc do telewizji jednak każdy gdzieś z tyłu głowy ma nadzieję na sławę. Ludzie tak mają.

  6. Przyznam się – też z ciekawością oglądam losy bohaterów tego programu. Z początku wszystko wydawało mi się nie do uwierzenia, wręcz byłam oburzona jak można się w ogóle na coś takiego zgodzić?! Dopiero kolejne odcinki zmieniły trochę moje spojrzenie na ten eksperyment. Troszkę złagodniałam. A teraz z niecierpliwością czekam na dalsze odcinki – bardzo ciekawi mnie ile z tych małżeństw się utrzyma.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Polecam obejrzeć jeszcze choć fragmenty wersji amerykańskiej albo duńskiej na YT 🙂 Spojrzenie na sprawę jeszcze bardziej się zmienia i oswajamy się z formatem trochę bardziej – choć tam wydaje się to ciut bardziej sztuczne, ale może to wynika ze stylu bycia tamtejszych narodowości 😉

  7. Mona napisał(a):

    Cieszę się, że ktoś o tym napisał, ale napisał to w sposób pozbawiony emocji. Sama, jako ten niedoszły jeszcze socjolog (chociaż po licencjacie, to może już socjolog… ale nie pełną gębą) interesuję się wszystkim, co ma miejsce w miediach, jako że media i wszystko, co z nimi związane bardzo mnie interesuje.
    Ubolewam nad faktem, że w pokoju w akademiku nie mam TV, bo każdy program oglądam z opóźnieniem i to na TVN Player, gdzie reklamy gonią reklamy, a internet akademicki pozostawia wiele do życzenia.
    Moi znajomi dziwią się, „jak Ty możesz to oglądać?!”. No, oglądam to ze względu na swój „zawód”, na swoje wykształcenie i… zwykłe zainteresowanie.
    Muszę obejrzeć ten program, jak na razie nadrabiam „Azja ekspres” i „Masterchef” 🙂
    Zapraszam się do siebie! 🙂

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Mam to samo, staram się poznawać co się da, aby potem móc się wypowiedzieć i wyrobić własne zdanie 🙂

  8. Pierwiastek Dobra napisał(a):

    Szczerze, to nie oglądam tego rodzaju programów. Denerwuje mnie sztuczność, wymuszone zachowania i zaaranżowane sceny.
    Twoja opinia pozwala mi założyć, że dam radę obejrzeć parę odcinków. Tak z ciekawości. 🙂
    Dzięki za tekst i zapraszam do siebie na kanapę.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      W zasadzie tekst nie miał być zachętą do oglądania – zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób poziom programów telewizyjnych jest nie do przyjęcia. Rozumiem taką opinię, jednak jako socjolog staram się orientować i oglądać to, o czym się mówi. A tutaj mamy do czynienia z naprawdę ciekawym zjawiskiem, nie tylko jeśli chodzi o sam program i jego konwencję, ale też reakcje ludzi, którzy stykają się z czymś takim po raz pierwszy 😉

  9. Kropka napisał(a):

    W związku z wzmianką o „Big Brotherze” przyszła mi do głowy pewna myśl. Pamiętacie wielki lincz na Frytkę i wywiad z nią u Cejrowskiego? To był spory szok. A jak teraz postrzegamy „Warsaw Shore”? Może i budzi kontrowersje, ale jest zdecydowanie lepiej odbierany niż jego poprzednik, a jego bohaterowie stają się swego rodzaju trendsetterami.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Dokładnie! Granice drastycznie się przesunęły i wciąż przesuwają. Przykłady, które podałaś są doskonałe, by to zilustrować. Sama jeszcze kilka lat temu oglądałam ten wywiad z zażenowaniem. Aktualnie byłby to jeden z wielu takich wywiadów i nie czułabym się zszokowana. Raczej przyzwyczajona. Ciekawa jestem jak daleko posunięta będzie kolejna granica.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *