Wielki Brat patrzy

Pamiętacie pierwszą edycję Big Brothera w Polsce? Miliony ludzi zasiadało przed telewizorami aby podglądać grupę zupełnie obcych osób. Zgłosiły się one do programu, by przez kilka miesięcy mieszkać w domu Wielkiego Brata, wykonywać jego polecenia, a na koniec wygrać określoną, niemałą sumę pieniędzy. Główną cechą telewizyjnego show było to, że mieliśmy okazję obserwować wzajemne relacje uczestników, ich rozmowy, kłótnie (mniej lub bardziej wyreżyserowane) oraz codzienne, teoretycznie zwyczajne sytuacje. Mimo to, program oglądało rekordowo dużo osób, a uczestnicy stali się bardzo rozpoznawalni. W programie nie mieli oni okazji zaprezentować żadnych szczególnych talentów, a jednak sama możliwość podglądania czyjegoś życia była dla wielu widzów fascynująca i wciągała niczym narkotyk.

Kolejne edycje Big Brothera, jak również inne programy bazujące na podglądaniu czyjejś codzienności (na przykład „Jestem jaki jestem” z udziałem Michała Wiśniewskiego) również odnosiły duże sukcesy. Pomimo odmiennych formuł tych programów i wielu różnic, na przykład w stopniu rozpoznawalności uczestników, możliwość podglądania czyjegoś życia zawsze sprzedawała się nadzwyczaj dobrze.

Pomimo, że programy tego typu nie są już dziś aż tak popularne w telewizji, to nieustannie podglądać możemy życie obcych nam ludzi w Internecie. Wielu youtuberów codziennie umieszcza filmiki gdzie pokazane jest dokładnie co jedzą, w co się ubierają, co robią w ciągu dnia, o czym rozmawiają, w jakiej piżamie kładą się spać. Tak samo w przypadku niektórych blogerów, którzy dzielą się prawie każdą minutą ze swojego życia. Zazwyczaj nie jest to nic szczególnego, wyjątkowego, nic, co teoretycznie powinno zaciekawić odbiorcę. Dlaczego więc są aż tak popularni?

Ostatnio w szczególny sposób zainteresowałam się fenomenem tego zjawiska. Niezwykle ciekawe jest to, że oglądalność filmików pokazujących codzienne życie jest tak duża, że największe marki na rynku chcą współpracować z takimi osobami, oferując im niekiedy niemałe wynagrodzenie. Tak samo w przypadku wspomnianych wcześniej blogerów. Dla niektórych jest to już sposób na życie, zawód, z którego ciężko byłoby zrezygnować.

Nie uważam, żeby pokazywanie swojego codziennego życia w stylu Big Brothera było czymś złym. Nie każda osoba ma przecież w sobie „to coś”, co sprawi, że ludzie będą chcieli oglądać jej codzienne życie. Z pewnością twórcy takich vlogów czy też blogów umieją przyciągnąć odbiorcę, mają pomysł na siebie. Być może jednak niektóre osoby zatraciły się w tym tak bardzo, że nie potrafią już żyć bez kamery, bez aparatu. Każdą chwilę przeżywają analizując jednocześnie, które ujęcie będzie najkorzystniejsze. To na pewno bardziej obciążające niż jednorazowy występ w trwającym kilkanaście tygodni programie.

Często zastanawiam się na tym, dlaczego aż tak cieszy i wciąga nas oglądanie cudzego życia? Czy jest to efekt poczucia, że nasze jest niewystarczająco ciekawe? Czy wynika to z ludzkiej potrzeby porównywania się z innymi? Czy po prostu jest to czysta ciekawość i nic więcej?

Ciekawe też w jaki sposób będziemy mieli okazję podglądać życie nieznajomych za kilka lat. Czy posuniemy się o krok dalej? Jaka forma „Big Brothera” będzie następna?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *