Żyjemy po to, by umrzeć

Mówi się, że jedynymi pewnymi rzeczami w życiu są podatki i śmierć. Według mnie tylko to drugie. Tylko albo i aż. Tak naprawdę, czegokolwiek w życiu nie osiągniemy, i tak czeka nas śmierć. Więc po co nam to wszystko?

Stworzeni, by zostać dawcami organów

Inspiracją do tego tekstu po raz kolejny jest film. Tym razem historia z filmu sama w sobie nie jest realistyczna. Można rzec, że jest wręcz nieprawdopodobna. A jednak zainspirowała mnie do przemyśleń na temat naszego, bardzo realistycznego życia.

„Nie opuszczaj mnie” opowiada o grupce uczniów angielskiej szkoły z internatem, którzy w pewnym momencie dowiadują się, że są klonami stworzonymi tylko po to, by być dawcami narządów. Od początku wydają się być pogodzeni ze swoim losem, nie próbują się buntować ani uciekać. Nauczyciele w szkole wmawiają im, że mają misję, są wyjątkowi. Co więcej, wśród uczniów tworzą się zakochane pary, a każdy, wiedząc o tym, co go czeka, próbuje wykorzystać swoje życie w stu procentach.

Po osiągnięciu odpowiedniego wieku, kolejno dostają wezwania do operacji. Pierwszej, a jeśli uda im się przeżyć, to i kolejnych. Aż, jak to mówią, skończą. Nie wiedzą tylko za którym razem. Niektórzy pragną skończyć już przy pierwszym narządzie. Zbyt dużo cierpienia czeka ich, jeśli będą żyć dalej bez kolejnych organów.

Ucieczka? Ale po co?

Już podczas oglądania filmu, na myśl przychodzi jedno podstawowe pytanie. Dlaczego bohaterowie nie próbowali uciec? Jak mogli tak łatwo pogodzić się ze swoim losem, nie próbowali się buntować? Czy to indoktrynacja od wczesnych lat spowodowała takie a nie inne zachowanie? Czy po prostu nie byliby w stanie odnaleźć się w innej rzeczywistości?

Według mnie, oprócz tego, że inne życie było im niejako obce, to główną przyczyną była świadomość, że śmierć jest nieuchronna. Każdy człowiek i tak w każdej chwili może zginąć w wypadku, albo w innych okolicznościach, bez względu na to jak żyje i co osiągnął. Pomimo całej sytuacji, nie żyło im się źle, paradoksalnie czuli się bezpiecznie z myślą, że znają swoją przyszłość. „Zwykły człowiek” nie ma tego komfortu i nie wie w jaki sposób i mniej więcej kiedy zakończy się jego życie.

Jesteśmy jak oni

Film sprawił, że w mojej głowie pojawiło się jeszcze jedno ważne przemyślenie. Zrozumiałam, że każdy z nas w ciągu całego życia stopniowo oddaje cząstki siebie, tak jak wspomniani dawcy oddawali po kolei swoje organy. My nie robimy tego aż tak dosłownie. Każdy dzień przecież przybliża nas do śmierci, a kiedy zawodzą kolejni ludzie spotkani na naszej drodze, umierają cząstki nas samych. Kiedy poświęcamy się dla innych, również poniekąd oddajemy „organy”. Z góry wiemy też, że śmierć, nasza i najbliższych, jest nieunikniona. Wiemy również, że możemy dostać w każdej chwili „wezwanie”, by opuścić ten świat. Nie mamy pojęcia kiedy to nastąpi, ale żyjemy po to, by umrzeć. Można oczywiście powiedzieć, że przecież nie jest to cel naszego życia. Mówi się, że jest nim dążenie do bycia szczęśliwym, do spełnienia swoich marzeń, do osiągania sukcesów. Prawda jest jednak taka, że to co po nas zostanie, również pewnego dnia przeminie. A nawet jeśli zrobimy coś, co w społeczeństwie nie zostanie zapomniane, to i tak my osobiście nic już z tego nie będziemy mieli.

Śmierć przyczyną szczęścia?

Czy nieuchronność śmierci i powolnej utraty wszystkiego co posiadamy jest smutną perspektywą? I tak, i nie. Czy wyobrażacie sobie prawdziwą radość z każdego dnia, gdybyśmy mieli nigdy nie umrzeć? Czy człowiek umiałby starać się, dążyć do szczęścia, mieć zapał, czuć prawdziwą radość, wiedząc, że jego życie i tak nigdy się nie skończy? Czy w pewnym momencie nie poczułby znużenia, a jego życie nie stałoby się szare i bez wyrazu? Nie znam odpowiedzi na te pytania. Wiem natomiast, że nigdy się o tym nie przekonam.

Liczba komentarzy: 8 Dodaj komentarz

  1. Jacek eM: dizajnuch napisał(a):

    Hmm, a ja jednak nie zgadzam się na to, żeby czekać na śmierć. OK, przyjdzie do każdego, ale chyba nie każdy będzie mógł w tym momencie powiedzieć, że naprawdę żył. To w sumie też dla każdego znaczy co innego, bo każdy z nas inaczej definiuje „naprawdę żyć”.
    Ale filmem mnie zaciekawiłaś 🙂

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Oczywiście, że dla wielu osób najważniejsze jest to, by przed śmiercią mieć poczucie, że wykorzystało się swoje życie na sto procent. Nie chciałam przekazać takiego komunikatu, żeby nic nie robić, tylko czekać na śmierć. Również myślę, że to bez sensu. Bardziej chodziło mi o to, że tak naprawdę wszystko co robimy, kim byśmy nie byli, to i tak skończy się śmiercią. Zbliżamy się do niej każdego dnia. Z jednej strony oznacza to, że sens dążenia do różnych celów w życiu poniekąd gdzieś umyka. Z drugiej strony zaś, tak jak napisałam na końcu tekstu, ta świadomość śmierci wcale nie jest taka zła. Być może to dzięki niej potrafimy cieszyć się życiem, a świadomość jego ulotności sprawia, że jest ono takie ekscytujące.

  2. inu napisał(a):

    Bardzo ciekawe jest to wszystko. Oczywiście nikt z nas nie może żyć wiecznie, ale faktycznie w końcu mogłaby nas dosięgnąć monotonia gdybyśmy nie mieli przed sobą końca. Co do filmu to pewnie nie byłabym w stanie go oglądać

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Dokładnie, ta świadomość nieuchronnego końca jest jednocześnie przekleństwem i błogosławieństwem 🙂

  3. Narwany napisał(a):

    Każdy dzisiaj dąży do sukcesu, bo chce, żeby żyło mu się lepiej – to normalne. Problem w tym, że niektórzy nie potrafią powiedzieć stop – to już koniec – osiągnąłem wszystko co mi do szczęścia potrzebne. Szczęśliwy człowiek w momencie śmierci będzie pewnie myślał; Miałem jeszcze kilka planów do spełnienia, ale ważniejsze będzie to co udało mu się w życiu osiągnąć.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      To prawda, myślę, że to samo dążenie do sukcesu jest kluczem, nie sam sukces. Nawet jeśli osiągamy to co zamierzaliśmy, to i tak chcemy więcej i więcej. Lubimy gonić króliczka. Człowiek już taki jest…

  4. Natalia napisał(a):

    Trochę smutny, nostalgiczny wpis. Na pewno nie czerpaliby radości, skoro teraz, wiedząc, że wszyscy umrzemy niewielu ją czerpie, a każdy dzień bierze za pewnik.

    1. Okiem Socjologa napisał(a):

      Myślę, że wtedy ciężko byłoby doceniać każdy dzień i w ogóle cieszyć się życiem, które nigdy nie miałoby się skończyć…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *